Blog

Jak zacząć od wyższych stawek w IT?

Kursy programowania oparte na teorii. Czy taki pomysł może wypalić? Nie sądzę. Ucz się przez praktykę, wykonuj prawdziwe projekty pod okiem zawodowców. Tylko tak wejdziesz gładko w rynek IT i już na starcie zdobędziesz uznanie pracodawców, co się przełoży na dobre pieniądze i szybki awans.

Gospodarz siedział na werandzie, gdy jego sześcioletni syn wybiegł ze stodoły, krzycząc: „Tato, tato, nasz parobek jest z moją starszą siostrą na sianie. Rozpiął rozporek, a ona podniosła spódnicę i zaraz będą sikać na siano”. „Dobrze, dobrze, synu – powiedział spokojnie ojciec – wszystko się zgadza, ale wyciągnąłeś złe wnioski”.

Miesiąc temu jechałem do Poznania pendolino. Obok mnie siedział student socjologii, który przypomniał mi tego sześcioletniego chłopca. Niedawno mój współpasażer stwierdził, że kierunkowe wykształcenie nie zapewni mu godnej pensji, więc postanowił zostać programistą. Nadal o tym myśli, ale od pewnego czasu męczą go wątpliwości. Przeczytał report, według którego średnia pensja w tym zawodzie to 3200 zł na starcie, i mina mu zrzedła. Niepotrzebnie. Powinienem mu powiedzieć jak ten gospodarz z anegdotki: wszystko się zgadza, ale wyciągnąłeś złe wnioski!

To oczywiste, że kilkanaście tysięcy złotych zarabia tylko branżowa elita. Wierzę natomiast, że każdy ambitny i otwarty na rozwój koder może szybko zasłużyć na atrakcyjne stawki. Jeśli jest sprytny, nawet na początku deweloperskiej kariery może wyciągać dużo więcej niż 3200 zł na miesiąc.

Ale jak być sprytnym? Przede wszystkim nie należy przykładać zbyt dużej wagi do dyplomu ukończenia kursu programowania. Dla rekrutujących na rzecz software house’ów i działów IT taki dokument niewiele znaczy. Chyba – i tu uwaga! – że ukończysz szkołę, która oprócz wiedzy zapewni ci praktykę w kodowaniu. Polega ona na realizacji zaawansowanych projektów technologicznych, na rozwiązywaniu rzeczywistych problemów klientów, czy są nimi firmy, czy organizacje pożytku publicznego.

Programowanie jest jak jazda na rowerze – żadnej z tych umiejętności nie posiądziesz w sali wykładowej. Teoria nie wystarczy. Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Najlepiej w warunkach zbliżonych do komercyjnych. Tylko tak zdobędziesz autentyczne, cenione na rynku kompetencje. Odróżnią cię one od innych milenialsów, którzy jeszcze niczego nie umieją, a już żądają 7000 zł na rękę. W twoim przypadku oczekiwanie podobnej kwoty będzie jak najbardziej uzasadnione.

Tak, wiem, w tramwaju zwanym kompetencjami pełno jest pasażerów na gapę. Ale ich przyjemną jazdę zakończy pojawienie się konduktora, który oddzieli teoretyków od praktyków, amatorów od zawodowców. Ty jako profesjonalista pojedziesz dalej ku dobrym zarobkom i prestiżowi na miarę twoich ambicji i coraz bogatszego doświadczenia zawodowego. A pewnego dnia – już nie w przenośni, ale dosłownie – przesiądziesz się z komunikacji publicznej do… własnego ferrari (a przynajmniej do audi, bmw lub innego auta klasy premium).

Wracając do studenta socjologii, którego spotkałem w pociągu. Podzielił się ze mną wnioskiem, który płynie z pewnego artykułu o rynku pracy IT. Brzmi on mniej więcej tak: mimo nieobsadzonych stanowisk firmy programistyczne wcale nie zabijają się o każdego, kto odrobinę opanował Javę, Pythona czy C++. Przyznałem mu rację: projekty programistyczne są na tyle skomplikowane, a oczekiwania klientów na tyle duże, że pracodawcy nie mogą obniżać kandydatom poprzeczki. Szukają najlepszych z najlepszych. Uspokoiłem jednak swojego młodego rozmówcę z pendolino: powody do obaw mogą mieć tylko adepci programowania bez żadnej praktyki. Ci po dobrych kursach, łączących teorię z praktyką, mogą spać spokojnie. Kiepska płaca, brak zleceń, a tym bardziej bezrobocie im nie grozi.

Mój współpasażer wydawał się nieprzekonany. Nadal przytaczał raporty, które drogę początkujących programistów pokazują jako niepewną i trudną. Powinienem mu powiedzieć: wszystko się zgadza, ale wyciągnąłeś złe wnioski. Wystarczy sprytniej podejść do nauki kodowania, aby już na starcie zapewnić sobie przewagę.